Dolnośląskie Tour 2008
6-17 lipca 2008
Tegoroczna letnia wyprawa Towarzystwa Turystycznego TRAMP w Miejskiej Górce wiodła drogami i bezdrożami województwa dolnośląskiego. Po objechaniu Wielkopolski, lubuskiego i zachodniopomorskiego przyszła kolej na góry. W dniach od 06 do 16 lipca , 15 osób pokonało w tym trudnym terenie 896 km, jadąc ze średnią szybkością blisko 21 km na h . Bywało, że wlekliśmy się pod górę 5-7 km/h, ale też potem mknęliśmy w dół 50-60 km na godz. Jak chociażby do Kowar lub wcześniej do Idzikowa. Niestety takie zjazdy zawsze poprzedzały mozolne wspinaczki, jak np. ze Złotego Stoku do Lądka Zdroju, 10 km nieustannie pod górę. Był jednak czas na podziwianie pięknych krajobrazów i zwiedzanie . W pamięci zostaną kopalnie w Złotym Stoku (złoto) i Kowarach (uran). Wejścia na Śnieżkę, Szczeliniec i Chojnik, piękny zamek i pałac Frydlant (już po stronie czeskiej). Wielkie wrażenie na uczestnikach zrobiły zespoły klasztorne w Henrykowie i Lubiążu czy Świątynia Wang. Niepowtarzalne wspomnienia zostaną po wspinaczce do zamku Grodziec. Ale po kolei :
06 lipca (niedziela)
Z Miejskiej Górki wyjechaliśmy około 9:30. Korzystając z pięknej pogody, wszyscy uczestnicy założyli okazjonalne koszulki w kolorach dolnośląskiego czyli żółto-czarnych. Nie zabrakło na nich oczywiście herbu M. Górki i powiatu rawickiego. W dobrym tempie przejechaliśmy blisko 120 km. Po drodze zatrzymaliśmy się w Oleśnicy a potem już w Jelczu Laskowicach, a właściwie Chwałowicach gdzie przewidziany był nocleg. Czyste, położone wśród zieleni, schronisko sprzyjało wypoczynkowi.
07 lipca (poniedziałek)
Po śniadaniu jedziemy do Jelcza. Jest pochmurno, ale ciepło. W tamtejszym urzędzie pieczętujemy książeczki kolarskie i ruszamy w stronę Oławy. Tam zatrzymujemy się przy klasycystycznym ratuszu z ruchomymi figurami i leżącym nieopodal zamkiem książąt legnicko-brzeskich z XIV wieku. Stamtąd przez Strzelin kierujemy się do Henrykowa. Zaczynają się górki. To Wzgórza Strzelińskie. Do celu dojeżdżamy około 14:00. Zwiedzamy monumentalny klasztor opacki z XIII wieku. Tu powstała słynna księga Henrykowska w której zapisano pierwsze zdanie w języku polskim. Potem przez Ziębice docieramy do schroniska w Starczowie. Przejechaliśmy 84 km.
08 lipca (wtorek)
Tego dnia trochę się obawiamy. Zaczynają się góry. Na pocieszenie świeci słońce. W Kamieniu Ząbkowickim zaglądamy przez kraty do kościoła p.w. NMP i przez okno do zamkniętej izby muzealnej przy dawnym opactwie cysterskim. Wspinamy się do zamku Hohenzolernów, ale i tu straszą tabliczki informujące o ostrych psach i kraty. W Paczkowie z rowerów oglądamy świetnie zachowane mury obronne i liczne baszty (19) i bramy (3). Na jedną z nich wchodzimy, aby obejrzeć panoramę miasteczka. Potem jedziemy do Złotego Stoku, aby zwiedzić muzeum górnictwa i hutnictwa. To tutaj jeszcze niedawno wydobywano rudy złota i arsenu. Gdy opuszczamy kopalnię, zaczyna padać. Ale nie ma to dla nas większego znaczenia. Potem w słońcu i deszczu, na przemian, przez ponad godzinę wspinamy się w kierunku Lądka Zdroju. Jedziemy każdy własnym tempem. A że robi się późno , w Lądku zatrzymujemy się na krótko i jedziemy na obiad do Stronia Śl.. Potem znów mozolna wspinaczka do Międzygórza przez Sienną. Momentami nogi odmawiają posłuszeństwo i prowadzimy rowery. Siły odzyskujemy podczas długich, często szaleńczych zjazdów. Do Międzygórza docieramy niemal o zmroku w kilku grupach. Na liczniku 95 km. Szybka kąpiel i kładziemy się spać.
09 lipca (środa)
Od rana pada i jest chłodno. Następuje pewna zmiana w trasie rajdu. Wykończeni wczorajszymi podjazdami rezygnujemy z Jaskini Niedźwiedziej w Kletnie i postanawiamy potraktować dzień nieco ulgowo. Po obejrzeniu wodospadu Wilczki, przez Wilkowo i Idzików jedziemy do Bystrzycy Kłodzkiej. Tu dłuższy postój. Zwiedzamy Muzeum Filumenistyczne, zaglądamy na rynek gdzie wypijamy kawę. W Kłodzku jesteśmy około 15:00. Kwaterujemy się w schronisku i każdy na własną rękę zwiedza miasto.
10 lipca (czwartek)
Kolejny dzień prowadził z Kłodzka do Nowej Rudy. W Polanicy Zdrój uzupełniamy płyny w pijalni wód. Po krótkim wypoczynku jedziemy do Szczytnej. Tu grupa dzieli się. Część jedzie do Wambierzyc wspinając się po drodze na Szczeliniec Wlk i przez Radków, pozostali jadą prosto, chcąc mieć więcej czasu na zwiedzanie wambierzyckiej bazyliki. Stamtąd, już cała grupa, jedzie do Nowej Rudy. Przejechaliśmy 80 km.
11 lipca (piątek)
Zapowiada się trudny dzień. Z nowej rudy wyjeżdżamy około 09:00 i udajemy się w kierunku granicy. Przekraczamy ją w Tłumaczowie i jedziemy do Broumova gdzie zwiedzamy barokowy klasztor pobernardyński i podziwiamy średniowieczny układ urbanistyczny. Potem znów na granicę, aby przez Mieroszów dotrzeć do Krzeszowa. Tam zwiedzamy zespół klasztorny opactwa pocysterskiego. Oprowadza nas przewodnik, który wyrzuca słowa z szybkością karabinu maszynowego. Jesteśmy jednak pobłażliwi, cierpliwie słuchamy i zbieramy siły przed czekającą nas wspinaczką na Przełęcz Okraj. 12 kilometrowy podjazd daje nam nieźle w kość. Przejechaliśmy i częściowo podeszliśmy tego dnia 87 km.
12 lipca (sobota)
Dziś znów krótszy odcinek. Do przejechania mamy 32 km, z Okraju do Karpacza. Zaczyna się od karkołomnego zjazdu do Kowar. Zaraz potem podjazd do kopalni uranu. Zwiedzamy dawne wyrobiska, oglądamy wystawę minerałów i kopalin i poznajemy tajniki pozyskiwania i transportu urobku. Z Kowar jedziemy do Karpacza. Spędzimy tam dwa dni.
13 lipca (niedziela)
Dzień wolny od rowerów. Karpacz jest nieprzyjazny. Jest chłodno, deszczowo i mgliście. Mimo to wybieramy się na Śnieżkę. Szczególnie zainteresowany wspinaczką jest Herman, nasz holenderski gość. Niewiele jednak zobaczy. Jeszcze gdy wchodzimy, czasem można ujrzeć szczyt i panoramę Karpacza, ale w drodze powrotnej, przez Samotnię i Wang, deszcz zaczyna padać na dobre i tak do następnego ranka.
14 lipca (poniedziałek)
Z Karpacza jednak wyjeżdżamy w słońcu. Jest chłodno. Szybko się rozgrzewamy podjazdem do Świątyni Wang i dalej do Sobieszowa. Tam zamierzaliśmy zwiedzić muzeum przyrodnicze, nadaremnie. Większa część grupy wspina się na Chojnik, aby obejrzeć ruiny zamku z 1364. Potem przez Cieplice jedziemy do Mirska, gdzie zjadamy obiad i zwiedzamy miasteczko. Stąd do Kamienia już niedaleko, a właśnie tam mamy zarezerwowany nocleg w schronisku. Przejechaliśmy 54 km.
15 lipca (wtorek)
Pogoda od rana bardzo ładna i dobrze, bo do przejechania mamy 105 km. Znów przekraczamy czeską granicę i przez Nowe Miasto dojeżdżamy do Frydlandu. Tu zwiedzamy zamek i renesansowy pałac. To tu w 1801 roku powstało pierwsze pałacowe muzeum w środkowej części Europy. Naszą uwagę, oprócz pięknych wnętrz, przykuwa kolekcja fajek oraz dziecięcy pokój z zabawkami sprzed 150 lat. Potem wracamy do kraju. Krótko bawimy w Bogatyni, a następnie okrążamy „turoszowski worek” i „podziwiamy wielką dziurę” , czyli odkrywkową kopalnię węgla brunatnego. Z jednej strony budzi ona nasz podziw, z drugiej przerażenie konsekwencjami rozwoju cywilizacyjnego. Opuszczamy zagłębie bez żalu i jedziemy do Nawojowa Łużyckiego gdzie mamy zarezerwowany nocleg w gospodarstwie agroturystycznym.
16 lipca (środa)
Od rana ciepło. Jedziemy przez Nowogrodziec do Lwówka Śląskiego. Na malowniczym ryneczku uzupełniamy zaopatrzenie i wypijamy kawę . Potem kierujemy się w stronę Grodźca na Pogórzu Kaczawskim. Teren już jest raczej „wypłaszczony” i mamy nadzieję, że poza nami mozolne wspinaczki. Nic z tego. Aby obejrzeć XV wieczny zamek kasztelanów śląskich musimy się nieźle napocić. Droga prowadząca na szczyt wzniesienia bardzo stroma i kiepskiej jakości. Obiekt jednak jest wart tego wysiłku. Z Grodźca jedziemy już tylko w dół. Do Legnicy mkniemy w małych grupkach 30-35 km/h. Na miejsce dojeżdżamy około 19:00. Pokonaliśmy 95 km.
17 lipca (czwartek)
Dzień bez historii. Wracamy do domów przez Lubiąż ( zwiedzamy klasztor) i Wołów . W Załęczu zjadamy pożegnalny obiad i wznosimy toast „bezalkoholowym” szampanem. W Rawiczu zatrzymujemy się na rynku i robimy sobie pamiątkowe zdjęcie w służbowych koszulkach z logiem „Dolnośląskie Tour – 2008”.
Za rok łódzkie !!! Już dziś zapraszamy!
Tekst: Marek Ratajczak
Foto: Marek Ratajczak, Jerzy Skrzypczak, Dariusz Kolbuch.